Z wizytą w Londynie

O czym myślę, kiedy mówię o Londynie? Dla wielu osób pierwsze skojarzenia z tym jedynym w swoim rodzaju miastem to, znane z londyńskich pocztówek, Big Ben, London Eye, pałac Buckingham i Tower Bridge. Nic dziwnego, taki obraz Londynu funkcjonuje i na pierwszy rzut oka oddaje charakter miasta. Wnikliwy podróżnik, który chce rzeczywiście doświadczyć tego miejsca, z całą pewnością nie powinien podążać szlakiem wyznaczonym jedynie przez piękne widokówki. Mój Londyn - Londyn, którym zdążyłam przesiąknąć mieszkając w tej metropolii przez kilka lat, to Londyn pełen sprzeczności, nieustannych zaskoczeń, Londyn zachęcający do codziennego odkrywania jego tajemnic.


Gwarantuję oczywiście, że jeżeli ktoś postanowi odwiedzić to miasto, nawet z krótką, kilkudniową wizytą, to "klasyczne" atrakcje turystyczne go nie ominą. Nie da się bowiem nie zobaczyć miejsc, do których jakimś sposobem prowadzą wszystkie drogi - pieszo, autobusem czy też metrem. Prędzej czy później każdy z was znajdzie się na Oxford Street, Trafalgar Square czy pod słynnym "Ogórkiem" wśród biurowców City i przejdzie od katedry św. Pawła mostem Millenium Bridge do Tate Modern. Jeśli jednak ktoś w to wątpi, to dla stuprocentowej pewności warto sobie te miejsca zaznaczyć na mapie i co jakiś czas sprawdzać, czy przypadkiem nie znalazł się w okolicy i może podejść do danego miejsca lub budynku, ponieważ z pewnością wiele z nich zasługuje na uwagę i zwiedzanie dłuższe niż spojrzenie rzucone z okna autobusu (może za wyjątkiem słynnego muzeum figur woskowych Madame Tussauds, które po odstaniu kilku godzin w kolejce, życzy sobie zawrotnej kwoty za wstęp). Gorąco polecam i namawiam, aby pod żadnym pozorem nie ominąć Soho i Chinatown oraz wybrać przede wszystkim interesujące muzea i galerie (z naciskiem na "wybrać" - z doświadczenia wiem, że nawet osoby nie będące pasjonatami sztuki czy nauki, przepadają w labiryntach niesamowitych zbiorów na wiele godzin i trudno je potem z takiej galerii wyprowadzić). Jeżeli chodzi o muzea, to zaufajcie mi, jest w czym wybierać. British Museum, Tate Britain i Tate Modern, National Gallery, National History Museum, Victoria&Albert Museum, Science Museum, to tylko kilka z najbardziej znanych. Warto dokonać selekcji i do Londynu po prostu wrócić, aby zobaczyć te, które nie zostały potraktowane priorytetowo.

london2

Zachęcam zatem do wybrania innego klucza, według którego będziecie poznawać Londyn. Podpowiem, skoncentrujcie uwagę na jego mniej popularnych dzielnicach, zaś w tych znanych szukajcie tego, o czym nie piszą przewodniki. Wybierając się do Londynu za konieczną uważam wizytę na Brick Lane Market. W każdą niedzielę ta część wschodniego Londynu tętni życiem. Można tam spotkać sprzedawców zachwalających towary wszelkiej maści, lokalnych kucharzy (podobno na Brick Lane można zjeść najlepsze uliczne curry w Londynie, choć ja polecam przepyszne bajgle z piekarni, do której ustawia się najdłuższa kolejka), ulicznych grajków, a nawet ludzi - zwierzęta haftujących w oknach. Wystarczy się rozejrzeć! Mało tego, pobliskie ulice wprost pachną przepysznym jedzeniem, skrywają bardzo klimatyczne miejsca z przystępnymi cenami. Osobiście mam ogromny sentyment do The Book Club (100-106 Leonard Street). Klub czynny od rana do późnej nocy z przesympatyczną obsługą, świetnym wystrojem i jedzeniem takim, że nie chce się wstawać od stołu. Do tego niemal codziennie koncerty, premiery książek i albumów muzycznych, a także słynny stół do ping ponga. Skoro wspomniałam The Book Club, to zdradzę jeszcze jedno z moich ulubionych londyńskich miejsc - tym razem na Notting Hill. Czy kilka zdań wcześniej nie odwodziłam od poruszania się po Londynie utartymi szlakami? Nadal to podtrzymuję, jednak i w obleganych częściach miasta znajdują się perełki. Taką jest Charlie's Cafe na końcu Portobello Road. Łatwo to miejsce przeoczyć, bo żeby dostać się do Charlie's, trzeba przejść przez niepozorne podwórko zarośnięte bujną roślinnością. Ustronność tego miejsca sprawia, że warto tu przyjść na lunch ze znajomymi, na randkę w tygodniu, na samotną herbatę i pogawędkę z właścicielem, który obsługuje gości. Przystępne ceny, pyszne jedzenie, obłędna kawa i ciasta sprawią, że to miejsce stanie się i waszym azylem. W Charlie's Cafe jest po prostu magicznie.

london6 copy

Kolorowe Brick Lane i Notting Hill kontrastują z biznesową częścią Londynu - City. Długo byłam przekonana, że nudniejszego miejsca na ziemi z pewnością nie ma. Jakże się myliłam! Wystarczył tylko jeden spacer po ulicach pełnych zabieganych biznesmenów (co samo w sobie jest ciekawym doświadczeniem, bo próbując iść spokojnym krokiem wśród nieustannie pędzących ludzi, uzyskać można efekt "slow motion"). W samym centrum tego zgiełku spotkałam Świętego Mikołaja, niewiele się też zdziwiłam, gdy jakiś czas później, zaintrygowana tłumem przed National Gallery, ujrzałam akrobatę robiącego fikołki na zawieszonym rowerze. Takie sytuacje to w Londynie codzienność.

Jeżeli będziecie chcieli odpocząć od zgiełku głośnych, londyńskich dzielnic, warto udać się do parku, a parków w Londynie jest wiele. Przez rok mieszkałam niedaleko Regents Park i Primrose Hill i te dwa miejsca polecam - przestronne, spokojniejsze od położonych w samym centrum Hyde Parku czy St. James Park. Idealne na romantyczny spacer, piknik na trawie lub bieganie (niezwykle popularne w Londynie). Dodatkowo ze wzgórza Primrose Hill rozciąga się piękna panorama Londynu, dla której warto pokonać niewielki dystans w pionie.

 

Pozostając w leniwym, spokojnym, lekko romantycznym klimacie… w Londynie są miejsca, które pojawiają się w mniej lub bardziej znanych piosenkach. Zawsze mnie intryguje, co takiego jest w danym miejscu, że artysta postanowił nawiązać do niego w swoim utworze. Tak też było z Warwick Avenue i piosenką Duffy o tym samym tytule. Moje doświadczenie było skrajnie różne od klimatu co najmniej smutnej piosenki i odzwierciedlającego jej nastrój deszczowego teledysku. Warwick Avenue odebrałam jako spokojne, zaciszne i przede wszystkim słoneczne miejsce, z którego można udać się na leniwą wycieczkę łódką. Mało kto bowiem wie o gęstej sieci kanałów londyńskich i cumujących tam barkach - dawniej używanych do transportu towarów, obecnie będących atrakcją turystyczną oraz, uwaga, dla niektórych nawet domem. Są nawet barki - księgarnie i barki - kawiarnie. Dla niektórych to fanaberia i moda, dla innych sposób na życie. Faktem jest, że ilość barek w okolicach Warwick Avenue robi wrażenie, tym bardziej, że każda jest jedyna w swoim rodzaju.

london3

Na koniec trochę kultury - Barbican Centre. Barbican to największy w Europie kompleks, w którym odbywają się koncerty, przedstawienia, wystawy. Jest tu miejsce na muzykę klasyczną, współczesny taniec, innowacyjne instalacje. Jeśli więc ktokolwiek będzie dysponował wolnym wieczorem w Londynie, warto Barbican odwiedzić. Bilety często trzeba rezerwować ze znacznym wyprzedzeniem, choć nie jest to regułą. Latem dobrze jest przyjść wcześniej i spędzić czas przed koncertem lub przedstawieniem na zewnątrz, posiedzieć nad wodą. Barbican to taka londyńska "oaza" w centrum, funkcjonująca w innym rytmie niż dynamiczne miasto.

W czasach, gdy można za kilkadziesiąt złotych podróżować po Europie samolotem, Londyn aż się prosi o wizytę - jedną, drugą i kolejną! To miasto uzależnia. Jeżeli zdecydujecie się na wyjście poza ulice, którymi płyną miliony turystów i czasem udacie się tylko kilka przecznic dalej, doświadczycie Londynu, jakiego nie ma na pocztówkach.

 tekst i zdjęcia: Ewa Janisz

http://ewajanisz.wordpress.com